niedziela, 23 kwietnia 2017

Recenzja: Rodzina O.

Z okładki powieści Ewy Madeyskiej kuszą nas słowa: “Pierwszy polski serial literacki”. Serial budzi skojarzenia z ciekawą, wciągającą fabułą, bogatym przekrojem bohaterów, z czymś, od czego ciężko jest się oderwać. Czy znajdujemy te elementy w “Rodzinie O.”?


Tytuł: Rodzina O.
Autor: Ewa Madeyska
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2 marca 2017
Ilość stron: 544
Ocena: 3/10


Akcja powieści toczy się w latach 60. wokół tytułowej rodziny Opolskich: Heleny - nestorki rodu; Tadeusza - jej syna, lekarza psychiatry; Barbary - pięknej żony Tadeusza; Andrzeja i Pawła - ich dwóch synów, maturzysty i studenta prawa. Każdy z członków rodziny zmaga się ze swoimi demonami, każdy skrywa własne sekrety, każdy boleśnie odczuwa na własnej skórze  realia życia w Polsce Ludowej. Z losem Opolskich nierozerwalnie związane są losy Ewy Mazurkówny - opętanej manią religijną koleżanki z klasy Andrzeja, a także Ryszarda Mielnickiego - niegdyś kolegi Tadeusza, teraz depczącego mu po piętach prokuratora. Opisywane wydarzenia z kilku dni 1968 i 1969 roku przeplatane są licznymi retrospekcjami, przybliżającymi historię tytułowej rodziny oraz pozostałych bohaterów. 

Muszę przyznać, że książkę czytało mi się wyjątkowo szybko (większość przeczytałam w jeden dzień), ale bynajmniej nie dlatego, że aż tak mnie wciągnęła, tylko dlatego, że jak najszybciej chciałam mieć ją za sobą. Niestety w najmniejszym stopniu nie wpasowała się w mój gust. Wielokrotnie wspominałam już, że nie znoszę wulgaryzmów w książkach, a ta powieść po prostu cała jest wulgarna - w języku i w treści. Poza licznymi przekleństwami jest też mnóstwo opisów czynności fizjologicznych bohaterów, które niekoniecznie przyjemnie się czyta. 

Co do samych bohaterów, chociaż są bardzo wyraziści, to już dawno nie spotkałam się w książce z tyloma niesympatycznymi, wręcz odpychającymi postaciami - nikt nie wywarł na mnie wrażenia pozytywnego, moralnego bohatera. Ktoś mógłby powiedzieć, że autorka po prostu realistycznie przedstawia społeczeństwo PRL-u, ale jak dla mnie pani Madeyska przesadziła w drugą stronę. Z jej powieści wypływa obraz Polaków jako chciwych, ciekawskich, mściwych, opętanych seksem kombinatorów, pozbawionych wszelkich wyższych uczuć i kierujących się w życiu najniższymi instynktami. Zabrakło mi po prostu równowagi, kilku pozytywnych postaci, które trochę zrównoważyłyby ten wylewający się z kart książki brud.


Pomijając przedstawienie społeczeństwa, myślę, że “Rodzina O.” wiernie ukazuje realia ówczesnej Polski - komunistyczną propagandę, terror, wprowadzany przez SB, siłę układów i łapówek, życie pod czujnym okiem państwa i sąsiadów. Jeżeli ktoś lubi czytać książki o tej epoce, zapewne powieść Ewy Madeyskiej przypadnie mu do gustu. 

Do mnie niestety “Rodzina O.” nie przemówiła i gdyby faktycznie była serialem, prawdopodobnie nie dałabym rady obejrzeć do końca nawet pierwszego odcinka.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak.


5 komentarzy:

  1. Szkoda, że jest w niej aż tyle wulgaryzmów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ubolewam, bo bardzo tego nie lubię :(

      Usuń
  2. Szkoda bardzo, że nie przypadła Ci do gustu. Ja nawet nie odnotowałam wspomnianych wulgaryzmów i nie potrafię sobie teraz ich nawet przypomnieć. Może uznałam je za naturalnh element tej książki. Mi ona bardzo przypadła do gustu i czekam na drugi sezon :)
    Malwina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie wulgaryzmów nie używam, więc też jestem na nie bardzo wyczulona. A tu poza przekleństwami jeszcze cała ta wulgarność bohaterów, ich zachowań, charakterów... Dla mnie kompletnie nie do zniesienia, ale z tego co widzę, to wielu ludziom się ta książka podoba. Rzecz gustu :)

      Usuń
  3. A ja niedawno zastanawiałam się czy warto sięgnąć po tę książkę. Dobrze, że poznałam Twoją opinię, jednak sobie odpuszczę. Również nie lubię książek, w których jest pełno wulgaryzmów.

    OdpowiedzUsuń